Przedstawione poniżej wnioski są tylko i wyłącznie moją subiektywną opinią sformułowaną na podstawie własnych obserwacji :)
1. Zakochani nie myślą racjonalnie.
To jest niezwykle ciekawe zjawisko: osoba, która wydaje się nad wyraz inteligentna i opanowana, w momencie zakochania traci resztki zdrowego rozsądku i zaślepiona swoją tzw. "drugą połówką" potrafi robić rzeczy naprawdę głupie. Chyba takim najbardziej ekstremalnym przypadkiem jest głośna sprawa pary osiemnastolatków, którzy zamordowali rodziców chłopaka. Agresja nie musi być jednak kierowana w stronę osób trzecich. Znane są liczne przypadki, w których mężczyzna bije i znęca się nad swoją dziewczyną, a ona mimo wszystko od niego nie odchodzi, bo go nadal "kocha".
W takim zachowaniu nie ma krzty sensu i ja tego pojąć nie potrafię.
2. Odpowiedzialność.
Zanim ktoś zdecyduje się związać z drugą osobą, musi sobie uświadomić, że z biegiem czasu staje się za nią co raz bardziej odpowiedzialny. Kilka słów wypowiedzianych w złości, może być zalążkiem wielu scenariuszy, które mogą skończyć się tragedią.
"
Wzburzony mężczyzna po kłótni z dziewczyną wsiada do auta i z piskiem opon odjeżdża. Niestety to była jego ostatnia podróż, bo niesiony emocjami, nie zapanował nad autem i uderzył w drzewo..."
Odpowiedzialność za drugą połówkę to jedno, ale bywa tak, że w pewnym momencie pojawiają się "owoce" związku (nie ważne, czy planowane, czy nie...), a to już totalnie inna bajka. W tym wypadku trzeba już mówić o obowiązkach i odpowiedzialności na dłuuugie lata. I jeśli to spieprzysz, to możesz być powodem kolejnego zniszczonego życia.
3. Miłość powoduje wojny...
...te duże i te małe. Każdy z nas zna historię wojny trojańskiej, czy dramat o Romeo i Julii, ale podobne konflikty zdarzają się też wśród przeciętnych ludzi.
"
Rodzice dziewczyny nie akceptują jej chłopaka i zabraniają się jej z nim spotykać i zaczyna się obustronny pokaz sił..."
"Szaleńczo zakochany nastolatek chce odbić "miłość swojego życia" z rąk dużo starszego gościa, narażając się nie niezły łomot od rycerzy ortalionu..." itd
Takich przypadków są setki, a ja się pytam: po co ludziom tyle nerwów i kłopotów ? Czy tym sposobem nie dochodzimy do paradoksu, że miłość, "wspaniałe uczucie", o którym pisali najwięksi poeci w historii, jest przyczyną najgorszego zła tego świata ?
4. Koniec z niezależnością.
Każdy z nas zna gościa, który w czasach swojej świetności był na każdej imprezie, jeździł po całym świecie, robił co chciał, a kiedy poznał pannę X to w momencie zniknął z życia towarzyskiego. Dla mnie to nie jest normalne, że druga połówka staje się jednym wielkim ogranicznikiem. Są pewne granice przyzwoitości, których nie powinno się przekraczać (przykładowo przesadą byłyby samotne wyjścia w każdy piątek na dyskotekę), ale z drugiej strony zerwanie kontaktów z przyjaciółmi to najgorsza droga postępowania. Jeśli przez sześć kolejnych dni spędzasz czas ze swoją "miłością", a siódmego dnia ma ci za złe, że chcesz się wybrać na piwko do pubu z najlepszym kolegą, to zacznij się poważnie nad tym związkiem zastanawiać... bo może przyjść taki moment, że miłość się skończy, czar pryśnie, a najlepsi kumple, od których się odwróciłeś będąc zakochanym, mogą już tak entuzjastycznie Cię nie przyjąć z powrotem. Zostaniesz sam w najgorszych chwilach, a odzyskana w pełni niezależność przemieni się w pustkę.
5. Zazdrość.
Temat rzeka. W dzisiejszych czasach znalezienie pary, która sobie szczerze ufa w 100% jest jak szukanie przysłowiowej igły w stogu siana. Myśląc logicznie jeśli on/ona Cię zdradzi to ten związek w ogóle nie miał sensu, więc cytując klasyka: "na ch** drążyć temat". Jakaż to jest miłość, skoro jednego dnia jest między wami słodko aż do porzygu, a następnego dnia bez skrupułów Twój partner/ka idzie się potajemnie bawić z kimś innym. I nie ma się co łudzić, że to tylko ten jeden jedyny raz...
Bywają jednak inne scenariusze:
"w paczce znajomych jedna osoba poznaje kogoś nowego i już po krótkim czasie ustawia sobie na FB status "w związku". Odbywa się jedno, drugie, trzecie wspólne spotkanie i zaczynasz zauważać, że coś z tą osobą jest nie tak. Nie reaguje już na Twoje żarty, staje się oschła dla pewnych ludzi..." Co się stało ? Odpowiedź prosta: nowy partner. Kilka razy zauważyłem jak wielki wpływ na zachowanie "zakochańca" podczas spotkań w większym gronie ma nowy partner. Nie ważne, że znasz się z kimś płci przeciwnej od czasów przedszkola, siedziałeś w jednej ławce przez całą podstawówkę i poza zwykłym zgrywaniem się nic Cię z nim/nią nie łączy. Jeśli "nowy" ma naturę chorego zazdrośnika, to może wprowadzić taki ferment, że rozwali relacje w całej paczce. To jest niestety przykre, bo w przeciągu kilku tygodni można zniszczyć coś, co się budowało przez wiele lat
Czy warto się więc zakochiwać ?
Szczerze mówiąc:
nie wiem, to na pewno nie dla mnie.
Jeśli jednak miałbym komuś poradzić w kim się powinien zakochać - to powiem, że... w najlepszym przyjacielu/przyjaciółce. Kontrowersyjnie ? Być może. Ale znam pewną parę, która swoją miłość ugruntowała na prawdziwej i szczerej przyjaźni. Gdyby to przeanalizować na podstawie wyżej wymienionych punktów to możemy wywnioskować kilka ciekawych rzeczy:
- w przyjaźni myśli się racjonalnie - nie ma lepszej osoby, która Cię przywoła do porządku, w odpowiednim momencie jak właśnie przyjaciel, nawet jeśli wiązałoby się z powiedzeniem wielu gorzkich słów (przyjaciółki są w tym szczególnie dobre);
- prawdziwy przyjaciel/przyjaciółka zawsze poczuwa się do odpowiedzialności - nawet jeśli zrobi coś złego,
to nie będzie się uchylał/a od konsekwencji;
- o wojenkach nie ma mowy - rodzice znają te osoby doskonale i jeśli do tej pory nie mieli nic przeciwko znajomości, to bardzo małe prawdopodobieństwo, że będą mieli, gdy pojawi się "coś więcej";
- z niezależnością też jest dużo lepiej, bo po latach znajomości, są wyrobione pewne nawyki i tradycje i np. wyjście na mecz z kolegami, raczej nie będzie powodem dużego zgrzytu;
- w końcu dochodzimy do zazdrości, o której chyba nie trzeba dużo mówić - jeśli mówimy o prawdziwej przyjaźni, to mówimy o pełnym zaufaniu, koniec kropka!
Oczywiście mogą się zdarzyć odchylenia w którymś punkcie, ale na pewno nie takie jakie panują w toksycznym związku. Śmieszne jest to, że kobiety szukają księcia z bajki, a mężczyźni chcą uratować swoją królewnę uwięzioną w wieży, w czasie kiedy mają pod nosem kogoś, z kim w perspektywie całego życia zdecydowanie lepiej by się układało. Ale to pokazuje tylko jak głupia potrafi być miłość...
PS. Wpis dedykuję K. i K., którzy pokazują, że można... chociaż ja i tak zdania nie zmienię... ;)