Strony

poniedziałek, 21 września 2015

"Znalezione w Internecie" #5 - "Sztuka Rozpamiętywania... Jak żyć ?"

W momencie, kiedy szukałem pomysłu na nowy temat, akurat na kanale "Projekt Odważ się żyć" pojawił się nowy filmik, który mnie bardzo zaciekawił:
 

Sam kanał jest bardzo ciekawy i ma wiele inspirujących materiałów, ale ten, który ukazał się właśnie dziś z pewnością różni się od pozostałych i trochę mnie nakierował na nową rozkminę...

     Często podczas (lekko)zakrapianych imprez pada kultowe już pytanie (w wersji skróconej): "Krzysiu, jak żyć?". Kiedy już ustalimy, że nie chodzi o moje pośladki, tylko o bardzo filozoficzne, życiowe pytanie, to zazwyczaj padają różne odpowiedzi: "szybko, ale intensywnie", "długo i szczęśliwie" itd. Gdyby się jednak dłużej rozwodzić na tym tematem, to mogłaby wyjść całkiem długa dyskusja.
     Do życia nie da się przygotować tak jak do sprawdzianu w szkole, to oczywiste, ale to nie znaczy, że nie można się go uczyć. Ba, każdy kto chce czerpać z życia garściami, powinien tak postępować, aby nie popełniać błędów innych, ani tym bardziej swoich. Nie bez przyczyny mówi się, że historia jest nauczycielką życia. Człowiek inteligentny, to osoba potrafiąca wyciągać wnioski z pewnych zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości, dzięki czemu sama może unikać nieprzyjemnych konsekwencji. Czasem bywa tak, że po latach, zastanawiając się nad tym co minęło, możemy dojść do całkiem nowych wniosków, zgoła innych od tych, które na początku przyjęliśmy. Autor powyższego filmiku w świetny sposób o tym mówi. Dodałbym do tego jeszcze stwierdzenie, że nic na świecie nie jest czarne lub białe, bo nasze życie to zlepek zdarzeń o wszelkich odcieniach szarości.
     Od kilku miesięcy osobom, które są mi bliskie, składam dość specyficzne życzenia urodzinowe. Porzuciłem stałą formułkę: "zdrowia, szczęścia, pomyślności itp", na rzecz krótkiego: "życzę Ci dobrych wyborów życiowych". Jedno zdanie, które jest genialne w swojej prostocie. Nie ma wątpliwości, że życie zależy od ciągłego podejmowania decyzji. Możesz być zdrów jak ryba przez lata, ale jeden zły wybór i Twoje życie może zawisnąć na włosku. Osoby, które spróbowały w lipcu Mocarza "tylko ten jeden, jedyny raz" na rozluźnienie z pewnością coś o tym wiedzą. Szczęście z kolei trudno przełożyć na coś konkretnego. Wszystkim dookoła może się wydawać, że jesteś szczęśliwy, bo masz wszystko, a Ty akurat będziesz uważał całkowicie inaczej, bo np. brakuje Ci prawdziwego przyjaciela, z którym mógłbyś się dzielić tym co masz i żadne życzenia tego nie zmienią.
     Rozmyślając na tym tematem dłużej doszedłem do prostego wniosku:
gdy ktoś ponownie mnie spyta: "Krzysiu, jak żyć?", to kiedy ustalimy, że nie chodzi o moje pośladki, odpowiem mu krótko: "Żyj tak, abyś nigdy nie żałował swoich wyborów".

wtorek, 15 września 2015

5 powodów, dla których NIE warto się zakochiwać.

Przedstawione poniżej wnioski są tylko i wyłącznie moją subiektywną opinią sformułowaną na podstawie własnych obserwacji :)

1. Zakochani nie myślą racjonalnie.
      To jest niezwykle ciekawe zjawisko: osoba, która wydaje się nad wyraz inteligentna i opanowana, w momencie zakochania traci resztki zdrowego rozsądku i zaślepiona swoją tzw. "drugą połówką" potrafi robić rzeczy naprawdę głupie. Chyba takim najbardziej ekstremalnym przypadkiem jest głośna sprawa pary osiemnastolatków, którzy zamordowali rodziców chłopaka. Agresja nie musi być jednak kierowana w stronę osób trzecich. Znane są liczne przypadki, w których mężczyzna bije i znęca się nad swoją dziewczyną, a ona mimo wszystko od niego nie odchodzi, bo go nadal "kocha".
W takim zachowaniu nie ma krzty sensu i ja tego pojąć nie potrafię.

2. Odpowiedzialność.
     Zanim ktoś zdecyduje się związać z drugą osobą, musi sobie uświadomić, że z biegiem czasu staje się za nią co raz bardziej odpowiedzialny. Kilka słów wypowiedzianych w złości, może być zalążkiem wielu scenariuszy, które mogą skończyć się tragedią.
     "Wzburzony mężczyzna po kłótni z dziewczyną wsiada do auta i z piskiem opon odjeżdża. Niestety to była jego ostatnia podróż, bo niesiony emocjami, nie zapanował nad autem i uderzył w drzewo..."
     Odpowiedzialność za drugą połówkę to jedno, ale bywa tak, że w pewnym momencie pojawiają się "owoce" związku (nie ważne, czy planowane, czy nie...), a to już totalnie inna bajka. W tym wypadku trzeba już mówić o obowiązkach i odpowiedzialności na dłuuugie lata. I jeśli to spieprzysz, to możesz być powodem kolejnego zniszczonego życia.

3. Miłość powoduje wojny...
...te duże i te małe. Każdy z nas zna historię wojny trojańskiej, czy dramat o Romeo i Julii, ale podobne konflikty zdarzają się też wśród przeciętnych ludzi.
      "Rodzice dziewczyny nie akceptują jej chłopaka i zabraniają się jej z nim spotykać i zaczyna się obustronny pokaz sił..."
     "Szaleńczo zakochany nastolatek chce odbić "miłość swojego życia" z rąk dużo starszego gościa, narażając się nie niezły łomot od rycerzy ortalionu..." itd
      Takich przypadków są setki, a ja się pytam: po co ludziom tyle nerwów i kłopotów ? Czy tym sposobem nie dochodzimy do paradoksu, że miłość, "wspaniałe uczucie", o którym pisali najwięksi poeci w historii, jest przyczyną najgorszego zła tego świata ?

4. Koniec z niezależnością.
    Każdy z nas zna gościa, który w czasach swojej świetności był na każdej imprezie, jeździł po całym świecie, robił co chciał, a kiedy poznał pannę X to w momencie zniknął z życia towarzyskiego. Dla mnie to nie jest normalne, że druga połówka staje się jednym wielkim ogranicznikiem. Są pewne granice przyzwoitości, których nie powinno się przekraczać (przykładowo przesadą byłyby samotne wyjścia w każdy piątek na dyskotekę), ale z drugiej strony zerwanie kontaktów z przyjaciółmi to najgorsza droga postępowania. Jeśli przez sześć kolejnych dni spędzasz czas ze swoją "miłością", a siódmego dnia ma ci za złe, że chcesz się wybrać na piwko do pubu z najlepszym kolegą, to zacznij się poważnie nad tym związkiem zastanawiać... bo może przyjść taki moment, że miłość się skończy, czar pryśnie, a najlepsi kumple, od których się odwróciłeś będąc zakochanym, mogą już tak entuzjastycznie Cię nie przyjąć z powrotem. Zostaniesz sam w najgorszych chwilach, a odzyskana w pełni niezależność przemieni się w pustkę.

5. Zazdrość.
   Temat rzeka. W dzisiejszych czasach znalezienie pary, która sobie szczerze ufa w 100% jest jak szukanie przysłowiowej igły w stogu siana. Myśląc logicznie jeśli on/ona Cię zdradzi to ten związek w ogóle nie miał sensu, więc cytując klasyka: "na ch** drążyć temat". Jakaż to jest miłość, skoro jednego dnia jest między wami słodko aż do porzygu, a następnego dnia bez skrupułów Twój partner/ka idzie się potajemnie bawić z kimś innym. I nie ma się co łudzić, że to tylko ten jeden jedyny raz...
    Bywają jednak inne scenariusze: "w paczce znajomych jedna osoba poznaje kogoś nowego i już po krótkim czasie ustawia sobie na FB status "w związku". Odbywa się jedno, drugie, trzecie wspólne spotkanie i zaczynasz zauważać, że coś z tą osobą jest nie tak. Nie reaguje już na Twoje żarty, staje się oschła dla pewnych ludzi..." Co się stało ? Odpowiedź prosta: nowy partner. Kilka razy zauważyłem jak wielki wpływ na zachowanie "zakochańca" podczas spotkań w większym gronie ma nowy partner. Nie ważne, że znasz się z kimś płci przeciwnej od czasów przedszkola, siedziałeś w jednej ławce przez całą podstawówkę i poza zwykłym zgrywaniem się nic Cię z nim/nią nie łączy. Jeśli "nowy" ma naturę chorego zazdrośnika, to może wprowadzić taki ferment, że rozwali relacje w całej paczce. To jest niestety przykre, bo w przeciągu kilku tygodni można zniszczyć coś, co się budowało przez wiele lat


    Czy warto się więc zakochiwać ?
Szczerze mówiąc: nie wiem, to na pewno nie dla mnie.
     Jeśli jednak miałbym komuś poradzić w kim się powinien zakochać - to powiem, że... w najlepszym przyjacielu/przyjaciółce. Kontrowersyjnie ? Być może. Ale znam pewną parę, która swoją miłość ugruntowała na prawdziwej i szczerej przyjaźni. Gdyby to przeanalizować na podstawie wyżej wymienionych punktów to możemy wywnioskować kilka ciekawych rzeczy:
- w przyjaźni myśli się racjonalnie - nie ma lepszej osoby, która Cię przywoła do porządku, w odpowiednim momencie jak właśnie przyjaciel, nawet jeśli wiązałoby się z powiedzeniem wielu gorzkich słów (przyjaciółki są w tym szczególnie dobre);
- prawdziwy przyjaciel/przyjaciółka zawsze poczuwa się do odpowiedzialności - nawet jeśli zrobi coś złego,
to nie będzie się uchylał/a od konsekwencji;
- o wojenkach nie ma mowy - rodzice znają te osoby doskonale i jeśli do tej pory nie mieli nic przeciwko znajomości, to bardzo małe prawdopodobieństwo, że będą mieli, gdy pojawi się "coś więcej";
- z niezależnością też jest dużo lepiej, bo po latach znajomości, są wyrobione pewne nawyki i tradycje i np. wyjście na mecz z kolegami, raczej nie będzie powodem dużego zgrzytu;
- w końcu dochodzimy do zazdrości, o której chyba nie trzeba dużo mówić - jeśli mówimy o prawdziwej przyjaźni, to mówimy o pełnym zaufaniu, koniec kropka!
      Oczywiście mogą się zdarzyć odchylenia w którymś punkcie, ale na pewno nie takie jakie panują w toksycznym związku. Śmieszne jest to, że kobiety szukają księcia z bajki, a mężczyźni chcą uratować swoją królewnę uwięzioną w wieży, w czasie kiedy mają pod nosem kogoś, z kim w perspektywie całego życia zdecydowanie lepiej by się układało. Ale to pokazuje tylko jak głupia potrafi być miłość...


PS. Wpis dedykuję K. i K., którzy pokazują, że można... chociaż ja i tak zdania nie zmienię...  ;)

poniedziałek, 7 września 2015

"Fantasy Booking" #1 - "The Rise and Fall of Paweł Kukiz"

ZANIM PRZECZYTASZ ZAPRASZAM TUTAJ ;)   ---  KLIK ---

    Info dnia: frekwencja w referendum wyniosła porażające 7,8%...
Nim jednak przejdzie się do komentarzy, trzeba się przyjrzeć pewnym faktom (mniej więcej chronologicznie):

- Poparcie dla Kukiza w wyborach prezydenckich - 3 099 079 osób
- referendum rozpisał były prezydent Bronisław Komorowski, potwierdził je Senat, a żadnych przeciwwskazań nie miał prezydent Andrzej Duda (wręcz je popierał)
- (w telegraficznym skrócie) pytania dotyczyły JOW-ów, finansowania partii z budżetu oraz rozstrzygania problemów na korzyść podatnika
- największym zwolennikiem pierwszego pytania był Paweł Kukiz 
- Wypowiedź PK z 1 czerwca: "- Chciałem powiedzieć jedną rzecz. Ona nie jest polityczna, ona jest obywatelska. Wpi**rzyli się, na szczęście, Bogu dzięki, w to referendum. Myśląc, że tym wygra. Nie wygrał, bo pycha zawsze kroczy przed upadkiem." 
- 9 sierpnia: " Napisałem tę piosenkę 30 lat temu. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Jeśli chcecie to zmienić, idźcie we wrześniu na referendum" - Paweł Kukiz
- W sierpniu Paweł Kukiz traci swoich wspólników, a pozyskuje rapera, który nie wie ilu jest posłów w Sejmie, poparcie zaczyna drastycznie spadać
- 21 sierpnia: "zwracam się do Pana Prezydenta z apelem o przedstawienie wniosku do Senatu RP o połączenie obu referendów i przeprowadzenie ich 25 października."
- do udziału w referendum było uprawnionych 30 565 826 osób, wzięło udział 2 384 780 osób 
- Wypowiedzi Kukiza z 7 września: "Komorowski oddaj moje sto milionów", "- Referendum zostało wykorzystane do walki między PO i PiS, a ja zostałem w to wmanewrowany."

   
 Moje przemyślenia:
     Paweł Kukiz wieloma swoimi zachowaniami zraził do siebie ludzi, łącznie ze współpracownikami, którzy w najważniejszym momencie go opuścili. Zamiast skupić się na promowaniu swojego jedynego postulatu - JOW-ów, to wchodził w spory, wizerunkowo pogrążał się (TV Republika), zniechęcał wyborców i w momencie kiedy uświadomił sobie, że jego poparcie dramatycznie spada, to próbował wyjść z twarzą apelując o przeniesienie referendum na 2 TYGODNIE przed godziną zero, a dzień po tym jak prezydent wydał oświadczenie w sprawie kolejnego referendum. Najzwyczajniej w świecie było już na to wszystko za późno, a prezydent nie chciał podejmować dość śliskiej decyzji na samym początku swojego urzędowania. Gdyby artyście już w czerwcu nie pasowało sformułowanie pytań, czy termin to byśmy o tym wiedzieli, a było wręcz przeciwnie. Pan Kukiz końcem sierpnia musiał wiedzieć, że jego cała kampania poszła na marne i zaczął sobie otwierać furtki, dzięki którym mógł zwalić całą winę na innych, a jego wypowiedzi tylko to wszystko potwierdzają.

    Zabawne dla mnie jest obarczanie winą prezydenta Komorowskiego, który po przegranych wyborach zniknął z mediów, tak jak powinien zrobić. Gdyby nie ogłosił referendum, to przez cały okres kampanii wyborczej przed drugą turą słyszelibyśmy, że jest po raz kolejny głuchy na żądania wyborców. Szukanie winnego za swoje błędy tylko pokazuje prawdziwy charakter artysty. Również komentarz, że referendum zostało wykorzystane do walki między PO-PiS jest śmieszne, bo praktycznie wszyscy olali temat. Zresztą, czy to nie jest samo w sobie dziwne, że ok 3,1 miliona głosowało na Kukiza, który miał tylko jeden postulat, a za samymi JOWami głosowało już tylko 1,8 miliona ? To tylko pokazuje, że ludzie chcieli zmiany i potrzebowali jakiegoś motoru napędowego, ale same Jednomandatowe Okręgi Wyborcze nie były wcale priorytetem dla wyborców.
    Po czasie widzę, że piosenkarz nie jest osobą, która powinna się zajmować polityką (a sam na niego głosowałem!). Oczywiście w kraju potrzeba zmian, ale Paweł Kukiz jest zbyt porywczą osobą i oddanie mu teki ministra mogłoby być równie niepoważne, co oddanie jej panu Macierewiczowi. Ludzie mimo wszystko chcą konkretów, a na jednym punkcie programowym nie da się uciągnąć całej kampanii wyborczej, w dodatku nie mając pewności, że udałoby mu się dokonać tego co chce. Przyjdzie nam czekać kolejne 4 lata na jakiegoś antysystemowego rebelianta, bo tegoroczny zryw zdecydowanie się nie udał.

"Fantasy Booking" #0 - O co kaman ?

     "Fantasy Booking" w terminologii fanów wrestlingu oznacza tworzenie własnych, alternatywnych scenariuszy do wydarzeń, które miały, mają i będą mieć miejsce w federacjach profesjonalnych zapasów. 

ALE !!! Ja chciałbym nadać temu terminowi trochę inne znaczenie...
W swojej serii postów będę pisał moje spojrzenie na tematy dotyczące spraw ważnych i kontrowersyjnych. W większości NIE będę się opierał na żadnych 100% potwierdzonych faktach. Będą to tylko i wyłącznie moje obserwacje, wyselekcjonowane wiadomości, w których widzę choć trochę prawdy oraz wszystko co mnie się wydaje - będę się po prostu posługiwał moją logiką myślenia. 

Krótko mówiąc zamierzam pisać wszystko to, co robi przeciętny Polak, z tą różnicą, że jestem świadomy tego iż moje wizje mogą kompletnie nie mieć pokrycia z rzeczywistością. Pojawią się uszczypliwości, prowokacje i niewygodne pytania. Mam jednak nadzieję, że będą dobrym wstępem do przemyśleń i spojrzenia na niektóre tematy z innej perspektywy.

czwartek, 3 września 2015

"Głupota ludzka nie zna granic" #4 - Seminarium

    Przeglądając sobie stronę kwejk.pl znalazłem fajną historyjkę z morałem:

Powiedzmy, że to taka przypowieść rodem z XXI wieku. Niektórzy mogą się z nią zgadzać, inni po własnych doświadczeniach życiowych pewnie będą negować jej przesłanie. Z ciekawości przejrzałem komentarze pod tym obrazkiem. To co zobaczyłem, sprawiło, że miałem opad szczęki po same kolana.


Mamy tutaj typowy objaw głupoty pt. "nie wiem, ale się ku...cze wypowiem".
       To jest tak słabe, że nawet śmiać mi się z tego nie chce. Czasem mam wrażenie, że mieszkańcom tego kraju brakuje piątej klepki. Brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, logicznego i racjonalnego myślenia, takiego "obycia" się w sprawach codziennych, sprawią, że się będziemy cofać jako kraj w rozwoju. Nie trzeba być orłem we wszystkich dziedzinach, bo się tak nie da, ale jeśli ktoś ma aspiracje do zostania krytykiem w sieci, to powinien zastanowić się przynajmniej przez minutę, czy aby na pewno to co chce napisać ma sens i nie skompromituje się przy okazji. Oczywiście tutaj jak zwykle "asy Internetu" występują pod uroczą ksywką "Anonimowy", ale mam nadzieję, że postukali się po tych swoich główkach, kiedy zorientowali się jaką głupotę wystukali na klawiaturze.
        Przykład powyżej jest oczywiście błahostką, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie wypisujący takie bzdury na prawdę wierzą w to co wystukują na klawiaturze.

środa, 2 września 2015

"Znalezione w Internecie" - #4 TEDx i coaching

    Kilka dni temu ogromnie mnie zaskoczył fakt, że na FB powstał fan page, który był przeciwko trenerom motywacyjnym, coachingowi itp. - oczywiście w tonie totalnego hejtu i marnych prowokacji. (Nie będę podawał dokładnej nazwy, bo nie zasługują na reklamę). Strona ta miała niecałe 18 tysięcy polubień. Zastanawiało mnie, o co tym ludziom znowu może chodzić, kiedy jednak przeczytałem kilka komentarzy od razu zapaliła mi się w głowie lampka...kolejny raz budzą się w rodakach najgorsze możliwe cechy.
     Przeczytałem pierwszy komentarz z brzegu, a w nim były typowe oskarżenia i lamentowanie, że "ktoś się dorobił". Nie ma co ukrywać, szkolenia u niektórych trenerów bywają drogie, ale są to spotkania kierowane do ludzi posiadających duże przedsiębiorstwa, menadżerów, dyrektorów operacyjnych, a nie prostego człowieka z ulicy. Poza tym jest masa wydarzeń, na których mówcy motywacyjni się pojawiają z całkowicie innymi programami, a wstęp kosztuje niedużo, albo wcale.
     W innej wypowiedzi użytkownik FaceBook'a napisał, że jego ojciec był już na wielu szkoleniach, dostał wiele darmowych gadżetów, które się walają po podłodze, a koniec końców nic z tego nie ma. Trzeba powiedzieć otwarcie, że idąc na takie spotkanie, prelegent nie wyłoży na tacy pomysłów na biznes, życie, czy udane małżeństwo. Jego zadaniem jest przedstawić problemy w taki sposób, żeby zmusić słuchaczy do pewnych przemyśleń, spojrzenia na sprawę z innej perspektywy. Żyjemy w XXI wieku, który jest przełomowy, bo po raz pierwszy w historii bardziej od doświadczenia liczy się umiejętność ciągłej nauki i to jest zadaniem ludzi wykształconych, jakby nie patrzeć inteligencji tego kraju. Przykładowo, lekarz musi cały czas musi się szkolić i mieć wyczulone zmysły, bo w dobie chorób, które przechodzą ciągłe mutacje, opierając się na samym doświadczeniu może paradoksalnie źle zdiagnozować przypadek i podać niewłaściwe leki. Jeszcze lepszym przykładem może być informatyk, który będzie musiał do końca życia być na bieżąco z nowinkami technicznymi, bo w przeciwnym razie wypadnie z obiegu. W czasie szkoleń ludzie, którzy czują się wypaleni, szukają sposobu żeby nabrać weny twórczej, odświeżyć się, zmotywować się do dalszej pracy, ale NIGDY szkoleniowiec nie wskaże im konkretnej odpowiedzi. Trzeba też pamiętać, że bez ciężkiej pracy nic samo nie przyjdzie...
     Spotkania z trenerami dotyczą też tzw. "umiejętności miękkich", których cholernie brakuje w naszym narodzie. Komunikacja, praca w grupie, próba dojścia do kompromisu, a nawet zwykła życzliwość to pięta Achillesowa Polaków. Mateusz Grzesiak, do którego wielokrotnie się odwołuję, jest liderem coachingu na świecie i jego priorytetem jest wyplewienie właśnie tych najgorszych cech w mieszkańcach tego kraju. Niestety był on numerem jeden hejtowanym na wspomnianej stronie... (O nim samym z pewnością napiszę coś osobnego.)
     Od wielu lat są prowadzone konferencje TED, które zdobyły uznanie całego świata, a ich mottem przewodnim jest "Ideas worth spreading". Są to dużo bardziej rozszerzone spotkania jeśli chodzi o tematykę, ponieważ dotyczą wszelakich technologii, rozrywki, nauki, społeczeństwa. W Polsce wydarzenia spod szyldu "TEDx..." odbywały się już w Krakowie, Warszawie, Lublinie i pojawiło się na nich wielu dobrych mówców. Na stronie KLIK znajdują się materiały filmowe z przeróżnych konferencji i jest nawet opcja włączenia napisów w większości języków, więc przy okazji można popracować nad swoimi umiejętnościami lingwistycznymi.
     Osobiście denerwują mnie ludzie, którzy za wszelką cenę chcą pokazać jacy oni to nie są wspaniali, bo wyśmiewają coaching. Po nieudanych Igrzyskach w Londynie i wielu słabych występach naszych siatkarzy, postanowiono zatrudnić do reprezentacji Jakuba Bączka, który miał pracować z zawodnikami od strony mentalnej. Efekt był wspaniały - siatkarze wygrali, a rola trenera mentalnego z pewnością odegrała dużą rolę, co było widać, bo nasi reprezentanci zachowywali się całkowicie inaczej. Psychologia odgrywa ogromną rolę w dzisiejszym świecie i możliwość wpłynięcia na drugą osobę poprzez różne bodźce jest niesamowicie mocną bronią. Jestem przekonany, że konferencje, czy treningi mentalne/motywacyjne to przyszłość, ale żeby z nich jak najwięcej skorzystać to trzeba chcieć i mieć do nich pozytywne nastawienie.




wtorek, 1 września 2015

"Znalezione w Internecie" - #3 Sztuka prezentacji

    Mniej więcej w połowie pierwszego semestru studiów dostaliśmy do wykonania zadanie z przedmiotu Zarządzanie Jakością. Mieliśmy się podzielić na grupy 10-osobowe i przygotować prezentację dotyczącą firmy, którą "założyliśmy". Mój zespół podszedł do tego ambitnie i przez cały tydzień mocno główkowaliśmy nad zadanym tematem. Skontaktowaliśmy się nawet z naszą Panią Doktor, która była chyba zaskoczona, ale jednocześnie zadowolona, że potraktowaliśmy tak poważnie to zadanie. Założenie mieliśmy bardzo proste, każdy dostał jakiś jeden punkt prezentacji i miał powiedzieć kilka zdań, co przy dziesięciu osobach dawało ok. 10-15 minut. Wydawało nam się oczywiste, że skoro jest to praca grupowa, to każdy powinien się zaprezentować. Dodatkowo wypowiedzi popraliśmy slajdami, które były w formie graficznej, bądź tak skondensowane, aby tekst nie rozpraszał słuchaczy.
     Jakież było moje zdziwienie, kiedy inne grupy rozpoczęły swoje występy. To co było dla mnie oczywiste, dla innych taką oczywistością nie było. Jedna z wyświetlanych prezentacji miała tyle tekstu, że nie dało się tego na spokojnie przeczytać, jednocześnie słuchając. Powszechne było czytanie z kartki, co wg mnie wygląda na prawdę słabo, ponieważ:
a) prezentujący pokazuje słuchaczom, że nie do końca ma pojęcie o czym mówi - (kartka z planem ramowym to co innego)
b) osoba taka nie nawiązuje kontaktu wzrokowego z resztą sali, przez co nie widzi ewentualnych reakcji
c) niektórzy w stresie zaczynają przekręcać słowa, które chcą przeczytać i mogą wyjść dziwne przejęzyczenia
     Wyżej wspomniane sytuacje to jednak pikuś przy skandalicznym (wg mnie) zachowaniu kapitana jednego zespołu. Wspomniany student siedział sobie wygodnie na fotelu wykładowcy, do tego jedną ręką obsługiwał laptopa, drugą trzymał
w kieszeni,
prawą nogę miał pod stołem, a lewą wyciągniętą obok. Na domiar złego, za nim stała jego koleżanka...
      Ja jako słuchacz czułem się dość mocno zlekceważony, ponieważ to był poważny wykład na państwowej uczelni, a nie stand-up, czy mowa jakiegoś trenera motywacyjnego - myślę jednak, że nawet w tych przypadkach przytoczona postawa nie miałaby miejsca. Mowa ciała to na prawdę potężna broń, którą możemy w jednej chwili przekonać lub zniechęcić do siebie ludzi. Przy prezentacji pewne błędy są według mnie niewybaczalne.
       Na szczęście Internet przychodzi nam z pomocą. Niedawno na FaceBook'u wyskoczył mi pewien filmik, który został zalajkowany przez Jakuba B. Bączka. W materiale mamy przedstawione zasady, których trzymają się najlepsi mówcy TEDx. Materiał obowiązkowy dla wszystkich, którzy spodziewają się wystąpień publicznych w przyszłości. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że konferencje TEDx rządzą się troszkę innymi prawami niż wykłady, czy spotkania naukowe,
ale jestem przekonany, że z filmu można wyciągnąć wiele cennych wskazówek.